13  Poprzednia Strona Spis Treści Następna Strona  
 Polska to kulturowy Mc'Donald
Rozmowa z Jarkiem Śmietaną i Wojtkiem Karolakiem  

Opóźniony koncert i przełożony wywiad. Jednak zmiana czasu rozmowy wcale nie zaszkodziła jej ogólnemu kształtu. Przeciwnie, wniosła dużo emocji, ale również dużo spokoju. Mimo iż rozmowa zbacza niekiedy z tematu, to wszędzie jest jazz....

Darth Kion: Czy pamięta Pan jak zaczęła się pańska przygoda z jazzem?

J. Śmietana: (śpiewa) Przygoda z jazzem, jak rzesz to się zaczęło. Proszę pana, ja nie wiem, jak to dokładnie się zaczęło i tak do końca nie pamiętam. Zawsze miałem tendencję na zachwyt jazzem. Moje granie zaczęło się od tego, że byłem fanem. Uwielbiałem muzykę jazzową - słuchać ją w radio, podobał mi się ten klimat. Nie byłem wtedy muzykiem w ogóle, zacząłem późno nim być. Poszedłem dopiero do średniej szkoły muzycznej, a całą podstawówkę byłem takim zwykłym chłopakiem grającym w piłkę, ale zawsze mi się ta muzyka podobała. U nas w domu dużo było muzyki: ojciec grał na skrzypcach, brat też jest skrzypkiem. Również słuchałem dużo radia, uwielbiam jego brzmienia, dla mnie to jest właściwe medium.

W. Karolak: Nie interesuje Cię wygląd radia?

J.Ś: Wygląd radia jakoś mniej. Chociaż zawsze lubiłem stare, lampowe radia i to brzmienie pamiętam. Oko magiczne i ta muzyka mi się podobała. Oczywiście nie wiedziałem jak to się je i gdy już poszedłem do szkoły muzycznej...

W.K: Jadalne radio jakieś znasz? (śmiech) Jadalne radio z marcepanem, które puszcza magiczne oko co niedzielę.

J.Ś: (śmiech) A to dokładnie tak było. Krótko mówiąc. Gdy poszedłem do szkoły, to nie uczono nas nic na ten temat, natomiast uczono nas podstaw muzyki. Właściwie ja jestem samoukiem, bo jak już zacząłem mieć jakąś świadomość, to ta muzyka zaczęła mnie interesować. I zacząłem ją studiować na swój sposób, podpatrując trochę starszych kolegów: chodząc na koncerty i ucząc się. Później bardzo serio to potraktowałem, bo postanowiłem, że jednak będę grał, to co najbardziej kocham. Przez wszystkie lata jakoś mi się to sprawdzało, bo całe życie robiłem to, co lubię z mniejszym lub większym skutkiem. Nie chcę tutaj o tym mówić, bo to nie do mnie należy ocena. Natomiast jestem szczęśliwy, że mogę sobie pograć, bo dla mnie to jest cały czas rodzaj frajdy. Nie traktuję tego jak pracę, lecz jako przyjemność. Nigdy w życiu nie pracowałem, cały czas miałem przyjemność, bo robię to, co lubię.

To teraz może trochę o nowej płycie, która ukazała się w październiku: "A Story of Polish Jazz". Album wykorzystuje pewne elementy hip hopowe. Skąd pomysł na taką formę?

J.Ś: Ja tego nie wymyśliłem, pożenienie hip hopu z jazzmanami to jest wymysł amerykański. Już od dawna muzycy jazzowi wykorzystują te elementy. Hip hop to jest nowy jazz, rodzaj nowego jazzu. To, że w Polsce nie jest jeszcze tak popularne, no my [Polacy! przyp. red] zawsze jesteśmy z tyłu z tymi trendami, co może i dobrze, bo Polska jest przez to oryginalna...

W.K: (śmiech)

J.Ś: ....i Europa przez to jest inna, lepsza to niż taka unifikacja. Niech sobie jest ten polski jazz trochę inny, bardzo fajnie, ale możemy wykorzystywać te elementy. Po prostu zrobiłem to co wydaje mi się na czasie, trzeba spojrzeć na tą muzykę z biegiem czasu, bo są przecież inne czasy niż lata 60 i 70. Trzeba robić rzeczy współczesne i dlatego powstała ta płyta.

Planuje Pan zrobić całą płytę w takiej konwencji, a nie tylko cztery utwory?

J.Ś: Do końca nie wiem, ale planuję. Ostatnio mam dużo różnych pomysłów. Teraz będziemy robić nową płytę z Wojtkiem Karolakiem, płytę pop jazzową. Na pewno wykorzystamy scretch, rap i będzie dużo wokalu. Doszliśmy do wniosku, że ten element niesie ze sobą nośność jazzu. I możemy sprzedać dużo dobrej muzyki, jeśli zatrudnimy dobrych wokalistów. Także planujemy wydanie płyty z scretchami, z rapem, hip hopem, z wokalem i z muzyką, która jest przyjemna dla ucha.

Album "A Story of Polish Jazz" nie posiada wielkich medialnych patronów. Czemu media nie godzą się na puszczanie jazzu?

J.Ś: Proszę pana, ja tego nie mogę zrozumieć. Wczoraj [24.02.05 przyp. red] zostałem zaproszony do Pierwszego Programu Polskiego Radia na wywiad. Bardzo sympatyczna pani poprosiła mnie, żebym przyjechał do radia o godz. 14.30. Nie było mi to w smak, ponieważ miałem inne plany. Jednak strasznie jej zależało, że udałem się, aby zareklamować koncerty, które graliśmy z Wojtkiem Karolakiem w klubie Tygmont w Warszawie. Ta pani była tak miła i tak jej strasznie zależało, że pomyślałem, iż stracę tę godzinę, pojadę samochodem do tego radia i tak się stało. Przyjechałem, byłem pięć minut za wcześnie i bardzo dobrze, bo pani powiedziała, że za pięć minut wchodzimy. Odpowiedziałem jej, że świetnie, skoro mamy czas, to skoczę na dół i dam jej moja nową płytę, żeby mogła puścić. Ale ona powiedziała, że nie chce. Więc pytam , czy już ma tę płytę? Odrzekła, że nie, ale jej nie chce. To było dla mnie nie do zrozumienia. Jak to? Wtedy usłyszałem, że prywatnie chciałaby ją mieć, ale nie może jej puścić w radiu. W tym momencie oniemiałem i zapytałem, czemu nie może tego puścić, a ona mi mówi, że może odbyć ze mną tylko rozmowę, natomiast o muzyce decyduje komputer. Oni mają teraz w radiu komputer! I to on decyduje, jaka muzyka idzie! Rozmowa może się odbyć, jak najbardziej na temat. Zareklamowałem więc nasze koncerty. Powiedziałem, że przychodzi na nie dużo ludzi. Niestety, nie puszczono nawet fragmentu utworu, ponieważ nie wolno...jest zakaz. Komputer decyduje i to na podstawie jakiegoś podejrzanego głosowania, które wybiera też trzyosobowy zespół, ale nie nasz. I my się z tym do końca nie zgadzamy. Byłem bardzo rozczarowany i powiedziałem tej pani, że gdyby wiedział, że nie zostania puszczona tu żadna moja muzyka, to bym nie przyjechał rozmawiać o muzyce. Przed tą rozmową puszczono muzykę techno, a po niej coś jeszcze gorszego. Zupełnie niepasujące do tego, o czym mówiłem. Oczywiście opowiadałem o naszej muzyce, która jest prawdziwa i jedynie słuszna (śmiech).

G.K: (śmiech) No nie jedyna.

Jeśli ktoś jest laureatem Fryderyka, media nie spojrzą przychylniej, przecież to jest nagroda muzyczna.

J.Ś: To jeszcze gorzej. Fryderyk! Nie daj Boże! To nie wolno! Im gorzej tym lepiej - taka obowiązuje zasada w tej chwili, czyli im bardziej jesteśmy obsceniczni, im bardziej nasze teksty w piosenkach są mało literackie, poetyckie, nieciekawe, obrazoburcze, tym lepiej. Im muzyka jest prostsza, prymitywna i wręcz niebrzmiąca z elementami, które są nieciekawe, TYM LEPIEJ! To jest właśnie puszczane. Nie wiem , czy to jest zmowa tych wszystkich redaktorów, czy może tego komputera, który to puszcza. Okazuje się, że to nie redaktorzy to puszczają, tylko komputer wybiera muzykę w radiu.

 

Design
by Maciek Puchała