Internetowy Magazyn Wolności ISSN 1895-2240
Spis Treści
<< 42 >>
Jak milczeć i śmieszyć
Rozmowa z Ireneuszem Krosnym, mimem

Na scenie nigdy nic nie mówi, ale i tak go wszyscy rozumieją. Jakby tego mało, nie chce się śmiać, kiedy inni się śmieją. Czy jest aż tak poważny? Chyba nie... to całkiem porządny gość.

KGW: Jak to się stało, że w ogóle zająłeś się pantomimą? Nie chciałeś zająć się czymś innym?

Ireneusz Krosny: Właśnie nie. Pierwsze moim zetknięciem z pantomimą była telewizja. Chociaż w polskiej telewizji trudno spotkać pantomimę. Ale jak miałem 12 lat, obejrzałem film kryminalny, oczywiście nie powinienem go oglądać, ale obejrzałem (śmiech). Był tam taki fragment, że policja przechodziła przez widownię, właśnie w trakcie trwania przedstawienia pantomimy. Tam występował mim, był to występ bardzo dramatyczny. Ten człowiek był poparzony i to zostawiło takie mocne wrażenie we mnie. On dotykał przedmiotów, których nie ma! Robi coś, czego nie ma! To był taki pierwszy impuls. Pomyślałem wtedy: Kurcze, chciałbym tak umieć!" Ale to przecież amerykańskie filmy, w Polsce nikt tego nie robi. Dwa lata później, dowiedziałem się od brata, że u nas w Tychach, jest przedstawienie pantomimy. Poszedłem na to nielegalnie, bo to było tylko dla szkół średnich, ja byłem wtedy w 7 klasie podstawówki, ale...wkręciłem się wchodzący tłum. Zobaczyłem ten spektakl, ale kompletnie nic z niego nie zrozumiałem, chociaż bardzo mi się spodobał. Jak się później okazało, teatr ten był złożony z młodzieży ze szkół średnich i rozpoczynał pracę w Tychach, mało tego, szukał chętnych. Tak więc mając 14 lat, grałem w pierwszym teatrze pantomimy, 5 lat w tym teatrze, później 3 lata w następnym. Kolejne 3 lata prowadziłem taki teatr studencki i w '92 roku rozpocząłem działalność estradową.

Miałeś taki okres w swoim życiu, że występowałeś na ulicy?

Miałem takie jedne wakacje. Pojechałem po sobie przez Europę: Austria, Szwajcaria...i grałem. Grałem na rynkach różnych miast i zarabiałem do kapelusza, ale stwierdziłem, że to nie jest droga rozwojowa. Musiałem wielokrotnie upraszczać scenariusz, bo wielu osób przychodziło w trakcie występu. Zauważyłem, że zamiast rozwijać swoje scenki, muszę je skracać, dlatego to były tylko jedne takie wakacje i więcej tego nie powtórzę.

Zauważyłem, że masz także tytuły poszczególnych scenek w j. Angielskim czyli jeździsz po świecie.

Oczywiście! Pantomima to sztuka międzynarodowa. W tym roku byłem w Pekinie, ale grałem także na Dalekim Wschodzie, w Ameryce i Europie. Najczęściej jeżdżę na jakieś festiwale.

Co jest rzeczą priorytetową do planowania Twoich skeczów?

Po pierwsze pomysł - najważniejsza rzecz. Największa trudność to stworzyć dobry scenariusz. Potem ustalam czy będzie to scenka z muzyką czy bez. Jeżeli to jest "Bodyguard", trzeba nagrać muzykę i jeszcze się z nią zgrać. To wszystko musi wyglądać naturalnie: ruch, odgłosy... Kawał roboty przed lustrem z muzyką w tle! Natomiast jeśli nie ma muzyki to jest dużo prostsza sprawa, bo czas mnie nie ogranicza w żaden sposób. Zajmuję się wtedy tylko grą. Przygotowanie jest łatwiejsza, ale scena bez muzyki jest bardziej wymagająca. Nie ma żadnych rekwizytów, śmiesznych strojów, wszystko trzeba stworzyć. Wtedy scenariusz musi być naprawdę dobry.

Zatem ile trwa opanowanie tej sztuki: gestów, min...

Gdzieś 4 lata zdobywa się podstawowy warsztat czyli jak to się robi. A potem to już tylko doświadczenie. Jeżeli się dużo gra, dużo czasu spędza się na scenie, to wszystko się ładnie układa.

Są jakieś szkoły w Polsce, gdzie kształcą się mimowie? Pytam, bo zacząłeś przecierać szlaki w tej sztuce i może jest jakiś odzew od ludzi, którzy chcą to robić.

Jak zaczynałem to mało kto wiedział o pantomimie. Mało kto chciał słyszeć o takich występach. Dopiero telewizja sprawiła, że ludzie w to uwierzyli, bo to się publiczności podobało. Natomiast szkół pantomimy w Polsce nie ma i nigdy nie było. Są jakieś kursy, szkoły teatralne, ale takiej pantomimy nie ma. To jest dobrze i źle. Jakby była taka szkoła, to można by było ją skończyć, ale jak obserwuję mimów na świecie, to rozpoznaje się daną szkołę np. paryską szkołę pantomimy. Wtedy widać, że on nabrał nawyków w tej właśnie szkole i jest mało oryginalny. Staje się taki sam jak inni, którzy ukończyli tą szkołę. Tu się rodzi ból, bo niby jest szkoła, ale nie w niej oryginalności.

Nabrałeś duży dystans do tego co robisz. Ale kiedyś jakieś wpadki chyba były?

Ach! No tak we wczesnej młodości. Jak się gra na scenie lata to, to przychodzi samo. Nie jest już to żaden wysiłek, mieć kamienną twarz. Po prostu wchodzi się w rolę, którą się gra.

Dzięki za rozmowę

Rozmawiali:
Konrad Gramont
Konrad Paszkowski

Spis Treści
<< 42 >>

Copyright by KGW 2004-2006

Rozmiar: 3330 bajtów Rozmiar: 3330 bajtów