Tonący w absurdzie
Rozmowa z Tomkiem Jachimkiem, solowym kabareciarzem
Jego kabaret to jednoosobowe tworzywo. Występuje tam on i...nikt więcej. Jego dowcip, gorzki i absurdalny. Jego kontakt z publiczność, jego gesty, miny...składają się na kabaret Jachim Presents. Jego imię to Tomek. Jego historia z kabaretem to...
KGW: Czemu zajmujesz się kabaretem?
Tomek Jachimek: Sam nie wiem, to trudno powiedzieć. Ale chciałem...chciałem od małego to robić. Ktoś tam zawsze mówił, abym szedł opowiadać kawały albo żebym szedł pogadać z nauczycielami. W każdej klasie jest taki Jasio, który zawsze najwięcej pyskuli i wszyscy mają z niego największy ubaw, ja byłem takim Jasiem. Później na studiach założyło się kabaret - przeglądy, festiwale. Kiedy pojawiają się jakoś propozycje finansowe, zaczynają się tym interesować media, dużo się występuje - wtedy można z tego żyć. Nie wszystkim się udaje z tego żyć i muszą wracać do swoich wyuczonych zawodów, mi się udało. Chciałem to po prostu robić.
Co studiowałeś?
Dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim i skończyłem...dawno, dawno temu.
Miałeś jakieś próby dziennikarskie?
Tak. Byłem przez moment dziennikarzem prasowym. Później dziennikarzem radiowym, ale z taką dykcją, sukcesu to bym raczej nie osiągnął. Tylko i wyłącznie w kabarecie można sobie pajacować. Byłem tym dziennikarzem, ale hobbystycznie traktowałem ten kabaret. Grałem z kabaretem "Strzały z Aurory", później on się rozpadł, a ja dostałem propozycje, żeby napisać coś dla siebie i tak sobie do dzisiaj funkcjonuję.
Masz kogoś kogo szczególnie cenisz, jakiegoś człowieka kabaretu?
Nie chciałbym tutaj przytaczać nazwiska, bo jeszcze kogoś pominę. Środowisko kabaretowe jest bardzo małe i wszyscy się znają, mam nadzieję, że się nawet lubią. My akurat jesteśmy te młode pokolenie kaberatowe, które wywodzi się z PAKI. To są takie kabarety jak Moralny Niepokój, Ani Mru Mru, Grzesiek Halama i w ogóle te całe zagłębie zielonogórskie, gdzie rządzi Władek Sikora. Kiedyś występowałem przez dwa lata z Formacją Chatelet, to była taka dłuższa współpraca i na pewno tam się obyłem z kabaretem.
Jak to jest z występowaniem w telewizji? Czy producenci narzucają jaki skecz masz wykonać czy masz swobodę? Często jest tak, że co jakieś program kabaretowy leci w TV, cały czas są te same skecze. Czemu?
Ogólnie jest swoboda, aczkolwiek jak się wchodzi na wizje to trzeba zagrać coś sprawdzonego. Chociaż zwolennicy kabaretu będą się czuli zawiedzeni: "Znowu 274 raz to samo!" Telewizja służy przede wszystkim do promocji i trzeba zagrać jakaś petardę.
|
|

Czasami jest tak, że telewizja życzy sobie jakiś skecz, bo pasuje do programu, ale to jest elastyczne, nie ma jednoznacznej reguły.
Ale Ty chyba często masz jakieś premiery nowych skeczów. Szczególnie w radiowej Trójce. Jak to jest z pisaniem skeczów? Oglądasz telewizje, szukasz jakiś potknięć, śmiesznych scen...
Mamy taki zeszyt do pisania skeczy, piszę tam jakieś luźne skojarzenia i pomysły. Na podstawie jakiś trzech skojarzeń buduję monolog. A jeszcze ostatnio kupiłem sobie piękny telefon komórkowy z funkcją dyktafonu, więc na razie odłożę swój zeszycik. Będę mógł sobie tam szybciutko nagrywać swoje pomysły, będzie to głupio wyglądało, ale dobra (śmiech)
Twoje teksty są na granicy absurdu: dobrego smaku, a czarnego humoru. Czułeś, że w pewnym momencie przeholowałeś, że posunąłeś się za daleko. Ty mówisz, a ludzie się nie śmieją...
Miałem tak wielokrotnie, bo nie ma jednoznacznej reakcji publiczności. Uważam, że to bardzo dobrze. Są ludzie, którzy kabaret Jachim Present uwielbiają i są też tacy, którzy nienawidzą. Jak tylko się pojawiam, wyłączają radio, gaszą telewizor - to jest dla mnie normalne. Strasznie trudno dopasować wszystkim. Nawet bym nie chciał. Jak ktoś ulubieńcem wszystkich, to jest ulubieńcem nikogo. Być idolem wszystkich, to jest takie strasznie płaskie. Im bardziej kabareciarz jest wyrazisty, tym bardziej go cenię.
Rozmawiali: Szymon Witt Konrad Gramont Konrad Paszkowski
|