Internetowy Magazyn Wolności ISSN 1895-2240
Spis Treści
<< 22 >>
Muzyczne science fiction
Rozmowa z Kubą Kawalec (Happysad)

Zespół Happysad gra pogodnego rocka. Chociaż nie usłyszymy ich w potężnych i komercyjnych stacjach radiowych, to na ich koncertach są tłumy. Właśnie są po wydaniu swojej drugiej płyty. O tym jak zaczynał zespół opowie jego wokalista, Kuba Kawalec.

KGW: Masz przecież wyuczony zawód, czemu więc zająłeś się muzyką? I jak rozpoczęła się twoja przygoda z Happysad?

Kuba Kawalec: Przygoda z muzyką zaczęła się u mnie w liceum, kiedy to Łukasz (pan latawiec) pokazał mi, jak używać gitary. I tak okazało się, że jest w nas chęć i potencjał do tworzenia rzeczy własnych. Całe w zasadzie liceum brzdękaliśmy to i owo, ale bez specjalnych marzeń o jakiejkolwiek "karierze" muzycznej. Traktowaliśmy to jako hobby i chyba tak nam zostało. Na studiach nie graliśmy prawie wcale. Rozjechaliśmy się po Polsce i nie było większych ku temu sposobności. Pod koniec studiów coraz częstsze, ponowne spotkania z Łukaszem, wspólne granie na pudłach uświadomiło nam, że materiał który jakoś tam powstał ostatnio nie powinien pójść w niepamięć i należy go zarejestrować, tak po prostu na pamiątkę. Tak właśnie zrobiliśmy. Wówczas to obroniłem pracę magisterską, ale też zaczęliśmy więcej grać, jako że okazało się, iż materiał rozszedł się w dziwaczny sposób po Polsce i ze wszystkich niemal stron płynęły zaproszenia na koncerty. Zawód zawodem, jednakowoż stanem naturalnym stała się w pewnym momencie muzyka. I tak jest po dziś dzień. To tyle. Bez większej filozofii.

Pomówmy o nowej płycie "Podróże z i pod prąd". Czy uważasz ją za bardziej dojrzały i przemyślany krążek?

Dla nas jest to po prostu nowa dawka utworów. To czy materiał jest bardziej dojrzały, ocenią jednak ci, którzy mają do tego większy dystans. My natomiast skupiliśmy się na tym, aby nie popełnić drugi raz błędów, które miały miejsce przy powstawaniu pierwszej płyty. Zależało nam przede wszystkim na "doładowaniu" momentów w piosenkach, które tego wymagały. Stąd też mocniejsze gitary, chórki w refrenach. Chcieliśmy być bliżej brzmienia koncertowego niż na "Wszystko jedno".

Zatem nad jakim utworem pracowaliście najdłużej i dlaczego?

Najdłużej chyba zeszło z "Ropą". Pojawiły się tam klawisze, trochę mruczących chórków. No i końcówkę utworu dorabialiśmy nieco improwizując. Ale tak to raczej wszystkie szły tempem jednostajnym, umiarkowanym.

Jak ci się tworzy z chłopakami z zespołu? Jak wygląda wasza praca w studiu?

Wszyscy jesteśmy muzykami półamatorskimi. To znaczy, że gramy w zespole, który wydaje płyty, ale kompletnie nie umiemy grać na instrumentach, których używamy. Więc zazwyczaj idzie nam topornie. Szczególnie w studiu, kiedy to okazuje się, że nijak się to ma do występowania na scenie. Tutaj wymagają od nas niestworzonej techniki, najczęściej dla nas nie do opanowania. Wymagają żebyśmy stroili, a nasze instrumenty na to się nie godzą. Okazuje się, że wszystko, co tak pięknie wychodzi na koncertach (naszym zdaniem oczywiście), w studiu można schować do czapki.

Więc odpowiadając na Twoje pytanie - gdyby nie to, że gram z chłopakami, z którymi znam się od nie pamiętam kiedy, to najprawdopodobniej praca wyglądałaby inaczej. Wszyscy byśmy się pewnie pokłócili, popodkładali sobie nogi na schodach albo powsypywali coś do kawy, a tak mamy z tego całkiem niezłą radochę i przede wszystkim szkołę.

Zaczynasz już reagować na coraz większa popularność wobec twojej osoby oraz zespołu?

Szczerze, moja (w zasadzie to nasza) coraz większa popularność widoczna jest tylko na koncertach. I to mnie (nas) cieszy najbardziej. Każdy, choćby najmniejszy przejaw sympatii, cokolwiek rzadki bardzo, również jest przyjemny, lecz nieporównywalnie mniej niż ten na koncertach. Więc zostawiłbym to tak jak jest teraz.

W utworze "To miejsce na mapie" wyrażasz się o Polsce w sposób negatywny, skąd takie przemyślenia ?

W zasadzie to dziwi mnie to, że dziennikarzy zazwyczaj dziwi to, że ktoś tam się źle wypowiedział o sytuacji w Polsce. Może to moje zdziwienie wywołane jest tym, iż w zasadzie to wszyscy moi znajomi już w Polsce nie mieszkają. Z rzadka piszą listy czy w ogóle pamiętają. Nie mówiąc już o tym, że są w kraju raz na rok przy okazji świąt czy innych okoliczności. Ci co zostali najczęściej mają trudności głównie ze znalezieniem pracy, a jeśli już ktoś znalazł, to choćby nie wiem jak była płatna, słyszę od nich marudzenie, że to nie to, że oni się nie realizują. Od pewnego czasu mam wrażenie, że w Polsce zostali już tylko nieszczęśliwcy i malkontenci. Kiedy pisałem prace magisterską, czytałem taki artykuł jakiejś pani socjolog na temat obrazu Polski i Polaków w świadomości reszty świata. Okazało się, jak donosiła owa pani, że przykładowo w Wielkiej Brytanii dzieci w szkołach, kiedy otwierają mapę z napisem Europa, to jej granice wschodnią zazwyczaj wyznaczają Niemcy, a to co dalej leży, to z pewnością ziemie ugorem stojące. Było innych mnóstwo przykładów, które bardziej czy mniej wpędziłyby w kompleksy niejednego polskiego narodowościowca. Jeśli chodzi o mnie natomiast, to ja sobie nie wyobrażam chyba wyjazdu stąd. Tu jest mi dobrze, a jeśli nawet czasem źle to jest to moje polskie zło, jakże folklorystyczne i swojskie.(śmiech)

Czy pisząc tekst do kawałka "Z pamiętnika młodej zielarki" bazowałeś na własnych doświadczeniach ?

Zazwyczaj teksty przychodzą mi zupełnie niespodziewanie. Tak było i z "zielarką". Jakoś przed snem mi się to wszystko poukładało w całość. Ale skąd to mi się bierze, to ja nie bardzo mam pojęcie. Fakt jednak taki, że u nas w mieście miałem kiedyś przyjemność taką panią widzieć na schodku przy ulicy Limanowskiego. Wyglądała jakby wciągnęła całego dealera z apteczką. No, nie najlepszy widok. Takie obrazy masz w pamięci na długo, ale nie wiem czy wiązać je z tekstem, który powstaje 5 lat później.

Jak oceniasz trasę promująca wasz nowy album ?

Tak jak już powiedziałem wcześniej. Dla nas jest to po prostu nowa dawka utworów, które my już znamy za dobrze, żeby się do nich na świeżo ustosunkować. Jednakowoż mam wrażenie, jakby ta płyta lepiej brzmiała, choć do surowości i amatorszczyzny pierwszej płyty mam błogie, nostalgiczne podejście. No i chcąc być szczerym, muszę przyznać, że o ile trudno przychodzi mi oceniać muzykę w ogóle, to już najtrudniej mi chyba wartościować swoje własne dokonania.

Nowa płyta zdecydowanie jest bardziej pesymistyczna ("Od kiedy ropą" czy "Odpocznijmy") czy zatem można ją polecić wszystkim słuchaczom, bez względu na wiek. Może raczej jest nagrywana do danej grupy ludzi ?

Ja nikomu nigdy tej muzyki nie polecałem i pewnie polecać nie będę. Jestem za naturalnym obrotem spraw. Muzyka to taki twór trochę "sajensfikszon", niby martwa, a jednak żyje swoim życiem i mało tego, mam wrażenie, że zawsze sama sobie znajdzie grunt, na którym dobrze się będzie czuła.

Rozmawiał: Filip Kudela

Spis Treści
<< 22 >>

Copyright by KGW 2004-2006