Internetowy Magazyn Wolności ISSN 1895-2240
Spis Treści
<< 15 >>
Ewidentnie antypolitycznie
Rozmowa z Wojtkiem Wojdą, zespół Farben Lehre

Do rozmowy z Wojtkiem Wojdą, wokalistą zespołu Farben Lehre, podszedłem z nieukrywaną obawą. Czy osoba, której sława zdążyła zaświecić już w oczy w wielu momentach życia nie zlekceważy grupy smarkaczy, którzy bawią się w dziennikarzy? Nawet gdyby nie odnosił się do nas tak ostro, to spodziewałem się suchych i zdawkowych odpowiedzi. Jednak gdy usiadłem obok niego z dyktafonem w ręku i usłyszałem pierwsze słowa wypowiedziane sympatycznym głosem, wiedziałem już, że niedługo będę mógł się cieszyć z wyczerpującego wywiadu opisującego historię Farben Lehre...

KGW: Na początek chciałem zapytać o wasze początki fascynacji muzyką i pierwsze gusta.

Wojtek Wojda: Kiedyś byliśmy fanami muzyki rockowej. Ja przynajmniej jeździłem na wiele koncertów. Na przykład na festiwalu w Jarocinie byłem od roku '82 rokrocznie. Jako fan byłem zafascynowany muzyką rockową na tyle, że stwierdziłem, że jak kiedyś mi się uda to założę zespół, który coś tam, kiedyś może osiągnie, a może nie. No, ale w każdym razie chciało mi się grać. W '83 r. założyłem praktycznie swój pierwszy zespół szkolny. Potem w '84 coś jeszcze, no i w '86 wreszcie po iluś tam próbach powstało Farben Lehre. No, ale tak jak powiedziałem, to wszystko wynikało z tego, że od dziecka słuchałem dużo muzyki, m.in. punk-rockowej. No i kiedy zakładałem zespół akurat tak się złożyło, że punkowo-nowofalowa muzyka mnie interesowała no i stąd też przyjęliśmy taką stylistykę, nawet bardziej nowofalową niż punkową. No, a później to już jakoś się rozwinęło w tym kierunku...

I tak nagle z zespoliku licealnego, hop, i staliście się polską gwiazdą muzyki punk-reggae? W polskich normach? Prawie niemożliwe... Jak udało wam się dojść tak wysoko na krajowym, twardym rynku?

Wiesz, jak się czegoś bardzo chce to się do czegoś dochodzi w życiu. Bo, stara się człowiek robić, to co robi, jak najlepiej, jak najbardziej profesjonalnie, jak najwięcej serca w to wkładać i zawsze jest tak moment, w którym się coś tam uda. Myśmy zakładając zespół, nie zakładali, że kiedykolwiek wydamy płyty, nie zakładaliśmy, że zagramy tyle koncertów, i że to będzie trwało 19 lat. Bardziej traktowaliśmy to wtedy jako sposób na nudę, jako jakąś tam przygodę. W '90 roku kiedy wygraliśmy festiwal w Jarocinie, no i już każdy z nas wtedy zrozumiał, że ta przygoda zamieni się w coś bardziej poważnego. Wydaliśmy wtedy pierwszą płytę. No i dalej konsekwentnie, uparcie, zdeterminowani udoskonalimy tzw. warsztat techniczny. Staraliśmy się grać jak najlepiej. I z czasem to się stało sposobem na życie, tych którzy grają w Farben Lehre. Nie ma recepty na to, żeby się wybić. Jedyną receptą jest to, żeby być prawdziwym i wierzyć w to co się robi. Druga sprawa to przede wszystkim entuzjazm i zamiłowanie. Bez tego, to nie sądzę, żeby komukolwiek cokolwiek się udało. Chyba, że ktoś jakimiś konkretnymi metodami dochodzi do kariery, np. jakieś układy: wysoko postawiony znajomy, ciocia, wujek w branży itd. Ale takie zespoły nie są w stanie przetrwać najtrudniejszej próby, czyli próby czasu. Farben Lehre próbę czasu ma za sobą, bo gramy lat 19, więc myślę, że nikt nam nie powie, że nie przetrwaliśmy.

A początkowa gra FL była wynikiem fascynacji jakimś zespołem?

Myśmy zawsze potrafili, ja również (mówię myśmy chociaż tak naprawdę w tym zespole od początku jestem tylko ja), umiejętnie zachować dystans pomiędzy tym co gramy, a tym czego słuchamy. Więc nigdy nie było czegoś takiego, że oglądaliśmy się na inne zespoły i dlatego graliśmy tak, czy inaczej. Takie sytuacje nigdy nie miały miejsca. Owszem, słuchaliśmy wielu gatunków muzyki i wielu różnych zespołów, ale zawsze pomiędzy tym co graliśmy, a tym czego słuchaliśmy była wystarczająco duża przepaść i przestrzeń, żeby nie popadać w jakieś zapożyczenia, czy też fascynacje prowadzące do kopiowania. Dlatego nie mogę powiedzieć, że jakieś tam zespoły są wzorcami Farben Lehre, bo Farben Lehre dość dawno rzekłbym, od ponad 10 lat, może mówić o sobie, jako o zespole, który wypracował swój własny styl.

Przejdźmy teraz do czasów bardziej teraźniejszych. Co myślisz o nowo wydanej płycie?

Z reguły jest tak, że muzycy, o najnowszej płycie mówią, że jest najlepsza. I tym razem ta reguła została zachowana, tyle tylko, że teraz jesteśmy w pełni świadomi, w stu procentach pewni, że płyta "Farbenheit" jest najlepsza spośród tych, które wyjrzały na światło dzienne spod nazwy Farben Lehre. Nie jest to chwyt promocyjny, ani nic w tym stylu, tylko po prostu pełna satysfakcja z wykonanej pracy i wiara w ciągły rozwój swoich umiejętności. Jest to najlepiej nagrana płyta, najlepiej brzmiąca, chyba, jak mi się wydaje, najciekawsza w kategoriach urozmaicenia. Praktycznie płyta się zaczyna i nawet się nie zauważa kiedy się kończy. Co oznacza, że nie ma żadnych przestojów, nie ma jakichś niepotrzebnych kawałków, niepotrzebnych wkrętów. Wydaje mi się, że kolejność utworów też jest dość znaczącym plusem dla płyty "Farbenheit". No i całe wydanie, o które zadbała wytwórnia Rockers z Wrocławia też, myślę, nie pozostawia wątpliwości, że jest to płyta dobrze wydana i rokuje dobrze na przyszłość. Nie mogę powiedzieć, że ta płyta jest krokiem w tył dla FL, a wręcz przeciwnie - już jest milowym pójściem w przód, w ślad za nieustannym rozwojem.

A skąd tak kontrowersyjna okładka krążka? Płonące warszawskie wieżowce?

Nie, nie, ona nie przedstawia warszawskich wieżowców, warszawskie wieżowce są w tle, to po pierwsze. Po drugie płonie Pałac Kultury, to też jest można powiedzieć wieżowiec, ale innego typu. Pomysł na okładkę sugeruje już nazwa płyty, która nazywa się "Farbenheit", jest to ewidentne nawiązanie to filmu "Farenheit 9/11" Michaela Moora, dokumentalnego filmu postrzeganego na świecie jako film antybushowski. Z drugiej strony od początku zakładaliśmy, że płyta wyjdzie 11 września, więc mając takie dwa wyznaczniki: data 11 września i tytuł "Farbenheit". Ta okładka jest konsekwencją tamtych dwóch elementów.

To ma być ostrzeżenie dla Polaków? Jaki polityczny podtekst się pod tym kryje?

Jest to ostrzeżenie dla polityków przede wszystkim, na takiej zasadzie - róbcie tak dalej to tak się to skończy. Ta płyta nie ma charakteru politycznego, tylko antypolityczny. My uważamy, że gdyby nie polityka to byłoby dużo lepiej generalnie na świecie. Gdyby polityka się nie mieszała tu i tam. Gdyby w Iraku nie płynęła ropa, to nie byłoby wojny w Iraku, gdyby nie było wojny w Iraku, to nie byłoby, aż tak rozszerzonego terroryzmu. To samo się tyczy Czeczeni - gdyby w Czeczeni nie było diamentów, nie byłoby tam Ruskich. Gdyby nie było Ruskich nie byłoby wojny czeczeńskiej, nie byłoby terroryzmu. Gdyby nie fakt ofensywnej polityki państwa Izrael, nie byłoby terroryzmu w Palestynie. Nic się z niczego nie bierze, a wszystko, co tak naprawdę złe, bierze się z polityki. I ta okładka ma charakter ewidentnie antypolityczny i po prostu stawiamy nią znak zapytania do czego ta polityka prowadzi. Zaraz potem sobie odpowiadamy. Naszym zdaniem prowadzi do czegoś takiego, co widnieje na okładce. Kiedy to nastąpi, nastąpi też przebudzenie. Jestem przekonany, że gdyby Pałac Kultury zaczął płonąć od ataku terrorystycznego, natychmiast polskie wojska wyszłyby z Iraku i natychmiast byłby spokój w tym temacie. Ponieważ jest takie stare powiedzenie - "Polak mądry po szkodzie", to my tą okładką wolimy zasugerować, żeby Polak był jednak mądry przed szkodą.

Odrywając się chwilowo od tematu nowego albumu - uważacie się za zespół typowo studyjny, czy lepiej się czujecie na koncertach?

Farben Lehre zawsze było zespołem, który mówił o sobie, i o którym mówią, że jest to zespół koncertowy, zatem siłą rzeczy na koncercie kiedy jest bezpośredni kontakt z publicznością, czy to wzrokowy, czy to czasami, jakiś taki powiedzmy, oddechowy i energetyczny, czujemy się lepiej. Jest lepsza możliwość i kontaktu i stworzenia wyjątkowej atmosfery. W studiu tego nie ma, w studiu jest mozolna praca nad każdym dźwiękiem, nad każdym brzmieniem, nad każdym zagraniem, nad każdą zwrotką. Nagrania studyjne mają w sobie coś ze sztuczności, bez względu na to kto by nie nagrywał w studiu, jaki zespół na świecie. Natomiast koncert jest przez mnie traktowany jako żywiołowy element działalności, tudzież możliwość bezpośredniego kontaktu i konfrontacji z publicznością, dlatego zdecydowanie wolimy grać koncerty niż nagrywać płyty. Aczkolwiek, jak już wspomniałem, płyta "Farbenheit" jest nagrana w taki sposób, że nie jestem w stanie zbyt dużo jej zarzucić, jeśli chodzi o brzmienie.

Muszę jeszcze raz zacząć skakać po tematach - skąd wasza fascynacja muzyką reggae?

Nie od dzisiaj wiadomo, że muzyka punk i reggae są duchowo bardzo mocno ze sobą związane. Tak naprawdę oba te kierunki generują tą samą energię, tylko jest inna forma przekazu. Punk jest bardziej agresywny, bardziej krzykliwy, reggae jest bardziej pulsacyjne, bardziej wysublimowane i klimatyczne. Ale tak naprawdę jednym i drugim chodzi o to samo. O przekaz, o ideę, które przekazują oba te gatunki. Stąd też Bob Marley śpiewał "Punk-reggae party", taką piosenkę, gdzie zakładał pewnego rodzaju zjednoczenie tych obydwóch gatunków. Ja myślę, że pójście w kierunku muzyki nie reggae, ale w kierunku muzyki punk i reggae to naturalny kierunek rozwoju tego zespołu. Naprawdę nie widzę tutaj nic sprzecznego z naturą. Natomiast widzę sprzeczność, gdy nagle obserwuję sytuację kiedy? Składów hip-hopowych przestawia się na muzykę reggae. To jest dla mnie śmieszne i zdecydowanie nienaturalne i nieuzasadnione. Melanż punkowo-reggae'owy znany jest już z czasów Boba Marleya.

"Punky reggae live" to nazwa organizowanej przez was trasy koncertowej. Jak oceniasz tą trasę?

Owszem. Cała nazwa trasy koncertowej wzięła się, jak już wspomniałem z piosenki Boba Marleya o tym samym tytule. Pierwszą trasę robiliśmy z zespołem Proletariat, a ostatnią trasę z zespołem Akurat. Jak oceniam? Niech oceniają inni, dlatego że my tworzymy tą trasę. To myśmy ją wymyślili, to myśmy zrobili pierwszą, drugą, teraz będziemy robić trzecią edycję. Więc, to nie nam oceniać tą trasę, nam pozostaje tylko słuchać opinii innych. Samemu siebie oceniać jest trochę trudno. Gdyby pomysł był kiepski to byśmy go nie kontynuowali, to byśmy go nie rozwijali. Skoro powstały następne edycje, już jest teraz przygotowana kolejna edycja "Punky reggae live" no to oznacza, że chyba dobrze sobie to wymyśliliśmy i dobrze to się rozwija na tyle, że są następne części.

Rozumiem, ale chodziło mi głównie o publiczność, atmosferę. Czy i pod tym względem było super?

No ale o której trasie teraz mówisz?

Mówię o tej ostatniej.

"Punky reggae live" była w tym roku najliczniej odwiedzaną trasą w Polsce, to jeżeli chodzi o frekwencję. Frekwencja była zdecydowanie dużym atutem tej trasy, bowiem średnia sprzedanych biletów na każdy koncert wyniosła ok. 700 osób. Wiesz, przy takiej ilości publiczności, która się dobrze bawi, no to tylko można mieć dobre wspomnienia z takiej trasy. Nic nie nikomu złego nie wydarzyło, nie było żadnych zamieszek, więc pomysł połączenia muzyki punk i reggae zdecydowanie się udał. Chociaż z ostatnich zespołów ani Farben Lehre nie jest typowo punkowym zespołem, nie można nas tak określić od początku do końca, ani Akurat nie jest typowo reggae'ową grupą. Ale wszystko udało się na tyle, że dalej to kontynuujemy i możemy mówić o tej trasie w samych superlatywach.

Słuchaj, jeszcze tylko takie pytanie na koniec - czy punk żyje, a jeśli tak to jak długo jeszcze będziemy mogli tak o nim mówić?

Czy punk żyje? To wszystko zależy od tego, co kto postrzega pod hasłem punk. Bo są tacy, którzy twierdzą, że ta muzyka się już skończyła. A są też tacy, którzy uważają, że Green Day to jest punk. Ja też jestem takim człowiekiem, który nie ocenia kogoś pod względem ilości emisji w telewizji, tylko pod względem tego co gra. Z tego punktu widzenia Green Day jest to ewidentnie zespół punkowy. A jeżeli tak to, dowiedziałem się dwa tygodnie temu, Green Day jest w tej chwili zespołem, który sprzedaje największą ilość płyt na świecie ze wszystkich wykonawców, ze wszystkich gatunków muzycznych jakie istnieją. Czyli wiesz, pytanie czy punk istnieje staje się dzisiaj śmieszne, jeśli zespół punkrockowy jest najbardziej popularnym zespołem na świecie. Nie ma teraz bardziej znanego wykonawcy w historii 2005r., o którym można powiedzieć, że jest wyżej niż Green Day. Green Day sprzedał chyba 200 mln. płyt, no to ja myślę, że to jest odpowiedzią na twoje pytanie po pierwsze. A po drugie punk to nie jest moda np. na noszenie długich podkolanówek, które dzisiaj są na topie, a jutro wszyscy przestają nosić długie podkolanówki. Tylko to jest sposób na życie i sposób na odbieranie i postrzeganie rzeczywistości, a to się nigdy nie starzeje. A jak się nigdy nie starzeje, to też nigdy nie przemija. Takie coś będzie zawsze. Zawsze będą np. ludzie nie pijący alkoholu i będzie się ich nazywało abstynentami. I czy to będzie Bolesław Chrobry, czy Jan III Sobieski, czy XXI w. to zawsze będą abstynenci. To jest równorzędny sposób postrzegania rzeczywistości jak i można przypisać szyldowi punk. Dopóki ludzie będą myśleli w tego typu kategoriach, dopóty ten ruch się będzie rozwijał. Natomiast odpowiedź, tak jak powiedziałem, na tematy muzyczne stanowi przykład zespołu Green Day. To jest zespół dla mnie ewidentnie punkowy, a to czy komercyjny, czy jeszcze inny to jest zupełnie inna dyskusja. Bo na tej zasadzie to i Sex Pistols był komercyjny, bo był znany. Nie każdy zespół, który jest znany musi być komercyjny. Green Day jest znany, ba, rzekłbym nawet, że jest bardzo znany. W związku z powyższym, jeżeli to pytanie odnosiłoby się tylko do muzyki, to zapytałbym czy hip hop jeszcze żyje. Przecież Eminem sprzedaje znacznie mniej płyt niż Green Day. Jest znacznie mniej w tej chwili popularny niż zespół Green Day, który jest w tej chwili numerem jeden na świecie. Podsumowując - punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia, bo jeśli ktoś powie, że Green Day to nie jest punk, tylko coś tam zupełnie innego, to możemy dyskutować. Ja uważam, że Green Day czy Offspring czy Bad Religion to są zespoły punkowe, różniące się od innych punkowych tylko tym, że są bardziej znane, co wcale nie znaczy, ze gorsze. A skoro tak, no to stanowią one doskonałą odpowiedź.

A jak widzisz przyszłość tego gatunku? Czy znasz jakieś amatorskie zespoły, młodych ludzi, pasjonatów, o których mógłbyś powiedzieć - to jest przyszłość muzyki punk?

Ja bym do szyldów nie przywiązywał takiej dużej roli, bo to nie ma znaczenia czy to się nazywa punk, czy Beton Music, czy Pomarańczowa Alternatywa, czy Fioletowe Spodnie...

Ale są ludzie, którzy bardzo przywiązują się do nazw i właśnie z nimi się identyfikują.

Wiem. Ale, ja się do nich nie przywiązuję, ja mam sznurki tylko przy bluzie, więc ja nie muszę się do niczego przywiązywać. I nie przywiązuję wielkiej wagi do szyldów. To są zwykłe szyldy, które ktoś kiedyś wymyślił, i o których można w każdej chwili zapomnieć, to nie ma znaczenia. Znaczenie ma bardziej to, co przez te szyldy rozumiemy, a nie żeby sobie napisać na czole punk i powiedzieć, że jestem punk. To nie żadnego znaczenia tak naprawdę, ja bym tutaj nie przypisywał takiej roli tej nazwie. Bardziej bym się zastanawiał czy te idee, które tam w latach '70 zostały upowszechnione, czy one mają uzasadnienie w dzisiejszych czasach. Otóż mają! Bo bezrobocie, korupcja, wśród polityków i nie tylko, na każdym szczeblu władzy, dalej stanowią problem i to są najlepsze warunki do rozwoju takiej sztuki, jak sztuka punk, jeśli oczywiście postrzegamy to w kategoriach sztuki. No, ale właśnie tak jak powiedziałem - nie przykładałbym tak wielkiej wagi do szyldów. Szyldy są tu drugorzędną rzeczą.

Wielkie dzięki za rozmowę. Do zobaczenia na koncercie!

Rozmawiała: Igor Owczarek

Spis Treści
<< 15 >>

Copyright by KGW 2004-2006

Rozmiar: 3330 bajtów Rozmiar: 3330 bajtów