14  Poprzednia Strona Spis Treści Następna Strona  
 Diabeł pośród nas
   Rozmowa z byłym egzorcystą, o. Danielem z Zakonu Ojców Franciszkanów
    pod Lyonem (Francja).
... ta dziewczynka rzucała się we wszystkie strony i nawet jej rodzice i bracia nie mogli jej uspokoić. Dopiero pierwsze słowa modlitwy do Pana Naszego, Boga Wszechmogącego złagodziły jej opętanie. Dzisiaj jest już dorosłą kobietą, szczęśliwą matką i kochającą żoną. Nie wiadomo co byłoby, gdybym tak szybko nie zareagował ...

KGW: Szczęść Boże!

o. Daniel: Szczęść Boże.

Czy powołanie towarzyszyło Ojcu od najmłodszych lat, czy może zdarzyło się w życiu nagle coś takiego, co diametralnie zmieniło nastawienie do Kościoła?

Nie, zanim zdecydowałem się na habit i święcenia pracowałem na poczcie, jako zwykły listonosz. Kiedyś pojechałem do Lourdes razem z chłopcem z sąsiedztwa. Chłopiec miał 13 lat, a jego rodzice nie mogli z nim jechać. Byłem wtedy "łasy" na pieniądze, więc zgodziłem się mu towarzyszyć. Tam "coś" się zmieniło. Zacząłem czytać Biblię, chodzić częściej do kościoła. Zauważyłem w sobie wielkie zmiany, duchowe zmiany. Stałem się innym człowiekiem dla siebie i dla innych. Pare lat później przyjąłem święcenia.

Czy szybko spotkał się Ojciec z siłami Diabła?

Hm...Z siłami Diabła spotyka się każdy z chwilą narodzin. Kapłan udziela dziecku wtedy chrztu św., pewnej formy egzorcyzmu, aby zmazać grzech pierworodny i oddać dziecko Panu pod opiekę przed mocami piekielnymi.

Czy to znaczy, że ludzie nie ochrzczeni narażeni są na "obcowanie z Diabłem"? W Biblii jest napisane, że Jezus pozostawił całe stado owiec w poszukiwaniu jednej, tej co zbłądziła. Czy ludzie spoza wiary katolickiej, "ci, co nie znaleźli jeszcze drogi" nie mogą oczekiwać pomocy Bożej?

Jezus patrzy na każdego zawsze i wszędzie, a pomoc daje tym, którzy Go o to proszą i oczekują tej pomocy. Spotkałem się w życiu z ludźmi opętanymi przez złe duchy, muzułmanami, anarchistami i buddystami. Kiedy zdarzyło się przypuszczenie, że złe duchy weszły w ciało takiego człowieka, ich bliscy nie biegali do swoich duchownych, tylko do naszej diecezji, do naszych, katolickich księży. Ci ludzie są dziś praktykującymi katolikami. Równie często my, chrześcijanie doświadczamy styczności z Diabłem. Na co dzień zdarza się każdemu wiele pokus, od nas zależy czy wykorzystujemy je, czy okazujemy swoją siłę. Dlatego tak ważne jest chodzenie do spowiedzi. Wtedy pokazujemy Bogu, że jesteśmy z Nim, a nasze grzechy są tylko owocem pokus "strąconego anioła", których żałujemy i liczymy na poprawę.

No dobrze, a co z tymi "bardziej zaawansowanymi "egzorcyzmami"? Przecież nie odbywają się one na ludziach, którzy zbaczają wielokrotnie każdego dnia. Grzech dotyczy każdego, a jak wiadomo jest on "koroną diabła". Tylko jak Bóg pomaga tym, którzy nie są świadomi swego zagrożenia, są bezpośrednio "zainfekowani" stycznością z Szatanem. Wielu takich ludzi przy braku lub nieodpowiedniej pomocy, popełniało samobójstwa lub wielobójstwa na ludziach sobie najbliższych.

Tak, niekiedy zdarza się, niestety coraz częściej opętanie przez Szatana, jakiegoś Demona lub nieczystych mocy. Jest to bardzo niebezpieczne nie tylko na danego człowieka, jego bliskich i innych ludzi. Kościół bardzo przeżywa walkę z Diabłem. Walka ta jest powierzona Kościołowi przez Chrystusa. Pierwszych egzorcyzmów udzielał Jezus. Dziś egzorcyzmy uroczyste muszą być odprawiane przez prezbitera i to za szczególnym zezwoleniem biskupa. Trzeba przestrzegać norm Kościoła, tak tylko walka z Szatanem może zostać wygrana. Opętanie przez złe moce łatwo pomylić z chorobą psychiczną, dlatego trzeba się najpierw upewnić, czy pomocy należy szukać w Kościele czy w szpitalu.

Czemu Ojciec zainteresował się bezpośrednim obcowaniem z Szatanem? To trzymanie czyjegoś życia w swoich rękach. Przecież to bardzo niebezpieczne i może się obrócić przeciwko Ojcu. Co się stało, że zapadła taka decyzja?

To było tuż na początku mojej drogi z Kościołem. Rozmawiałem wtedy z dziećmi przed udzieleniem im Pierwszej Komunii Św. Przychodziły do mnie na nauki. Nagle wleciała do Kościoła młoda mama z maleńkim dzieckiem na rękach. Krzyczała żeby jej pomóc, bo jej córeczce coś się stało. Przypuszczałem, że dziewczynka może umiera potrzebuje sakramentów, ale to, co zobaczyłem przeraziło mnie. Nie miałem czasu żeby się zastanawiać. Mała miała 10 lat. Zawsze w kościele w pierwszym rzędzie, przychodziła z mamusią i śpiewały najgłośniej, do Komunii Świętej pierwsza pchała się w kolejce. Pomagała sąsiadce w porządkach, inteligentna, oczytana. Kochane dziecko. Ta dziewczynka rzucała się we wszystkie strony i nawet jej rodzice i bracia nie mogli jej uspokoić. Dopiero pierwsze słowa modlitwy do Pana Naszego, Boga Wszechmogącego złagodziły jej opętanie. Dzisiaj jest już dorosłą kobietą, szczęśliwą matką i kochającą żoną. Nie wiadomo co byłoby, gdybym tak szybko nie zareagował. Od razu zasięgnąłem rady mojego biskupa. Powiedział, że to była bardzo nieodpowiedzialna decyzja z mojej strony i choć uratowałem ta dziewczynkę, to moja nierozwaga mogła zakończyć się nie tylko potępieniem duszy dziewczynki, ale i moim. Jednak wciąż o tym myślałem i nie mogłem odrzucić widoku tej dziewczynki uśmiechniętej, choć zmęczonej na tej ziemi. Pytała się wtedy czemu jej sukienka jest taka brudna i podarta. Cały czas miałem to przed oczami. Wtedy poznałem jaka jest moja dalsza misja.

Serdecznie dziękuję Ojcu w imieniu wszystkich czytelników KGW i swoim własnym. Bóg zapłać!

Z mojej strony jeszcze tylko krótkie błogosławieństwo dla czytelników. Z Bogiem!

Rozmawiała: Marta "Kajka" Balińska
 

14  Poprzednia Strona Spis Treści Następna Strona  

Design
by Maciek Puchała