KGW: Wydaliście właśnie płytę upamiętniającą koncert z okazji 15-lecia powstania zespołu. Jak wspominasz ten okres działalności IRY?
Artur Gadowski: No wiesz, to jest 15 lat. Bywało różnie, raz było fajnie, raz mniej. Sukcesy i porażki. Różne rzeczy się działy, ale nadal jesteśmy razem: gramy, koncertujemy. Myślę, że te 15 nie było takie złe, ale całkiem przyzwoite.
Minął rok od wydania płyty "Ogień". Dla wielu waszych starych fanów, dopiero ta płyta uznawana jest za początek nowej ery dla IRY. A co ty o tym myślisz?
Ja się po prostu cieszę z powrotu.
W latach 90 byliście uznawani za nadzieję polskiego rocka, za zespół, który może dzielnie wojować na rynkach zachodnich. Czy dzisiaj chcecie nagrać płytę anglojęzyczną i spróbować swoich sił na innych rynkach muzycznych?
To co mówisz, jest dla mnie nowością. Nie słyszałem, żeby ktoś nas nazywał nadzieją polskiego rocka, która może działać na zachodzie. Zawsze byliśmy kapelą, która grało się za granicą, ale śpiewaliśmy piosenki po polsku. Także była różnica między nami, a zagranicznymi wykonawcami. Nigdy nie próbowaliśmy robić kariery na innych rynkach. Uważam, że jesteśmy tak mocno związani z tym miejscem, z językiem i mentalnością, że nie jesteśmy w stanie zrobić kariery, gdzieś tam na zachodzie.
Planujecie wydać nowy krążek? Zbieracie już jakiś nowy materiał?
Tak, tak. Przygotowujemy piosenki, zbieramy materiał. W tej chwili jest już dosyć spora ilość utworów. Jednak dopiero późnej jesieni zaczniemy segregować utwory i przeglądać to, co tam się zebrało. Wtedy zorientujemy się nad jakimi piosenkami należy dalej pracować, już na poważnie, i ewentualnie jakie utwory znajdą się na płycie. Nikt nas do niczego nie zmusza i nikt nas nie pogania, więc możemy nagrywać płyty wtedy kiedy uznajemy, że mamy wystarczająco dobry materiał. Wtedy go wydajemy, nie jesteśmy zobowiązani do tego, aby wydawać go co rok lub co dwa. Nie ma takiej sytuacji.
Będziesz pisał teksty...
Tak, na nowej płycie będą moje teksty.
A czemu przestałeś pisać teksty piosenek?
W ogóle przestałem pisać. Czasami tak jest. Nigdy nie miałem łatwości pisanie. Dla mnie napisanie tekstu jest jakąś makabryczną i ciężką pracą. W dodatku muszę ją samotnie przejść, nie paliłem się do pisania. Natomiast robiłem to wtedy, kiedy czułem, że mam coś do powiedzenia. Z perspektywy czasu, uważam je za grafomańskie i zupełnie nie potrzebne nikomu wypociny. Przychodzi taki moment, że po co mam robić coś, czego do końca nie lubię i nie potrafię. Nie chcę na siłę udowadniać. Po co? Nie ma sensu. Jeżeli ktoś z moich przyjaciół piszę, jest moim rówieśnikiem, ma podobne przeżycie, podobnie patrzy na świat i zna moje losy. I jeśli on pisze o sprawach, które mnie też dotykają i w dodatku pisze to tak pięknie jak Wojtek Byrski, który ma łatwość pisania. On właśnie napisał kilka tekstów, na ostatnich dwóch płytach. No to po co ja mam się w to wtrącać i mam to psuć?! Dla mnie to jest naprawdę OK!
Każda płyta IRY stanowi jakąś odrębną częścią w historii zespołu? Czy kontynuacją w warstwie tekstów, muzyce? A może chcecie, aby każda płyta różniła się od poprzedniej?
Zawsze chcemy, aby była lepsza, niż ostatnia. Czyli, żeby była najlepszą płytą w naszej historii. Raczej nie ma takiego myślenia, że to jest jakaś kontynuacja. Gramy to, co nam sprawia przyjemność i to co się nam podoba. Wydaje nam się, że jeśli będziemy szczerzy w tym co robimy, będzie to wtedy dobrze odbierane przez publiczność. Po prostu, jeżeli nam sprawia to przyjemność, to słuchaczom też.
Jak to było z waszym Fan Club'em "Mocni". Jak to się stało, że go autoryzowałeś?
Okazało się, że Fan Club istniał, mimo iż zespół nie był. Praktycznie rzecz biorąc przez 7 dobrych lat. Ludzie stworzyli stronę internetową, na tej stronie się kontaktowali ze sobą, wymieniali informację na nasz temat. Ja wtedy nagrywałem swoje solowe płyty, graliśmy z Piotrkiem i Wojtkiem razem, ale było to firmowane wyłącznie moim nazwiskiem. Kiedyś zupełnie przypadkowo, że jest taka strona o zespole IRA w internecie. Wpisałem adres, wszedłem na tą stronę i... rzeczywiście jest fajna! Skąd ci ludzie to wszystko wiedzą? Organizują jakieś spotkania, zastanawiają się. Wyszło, że zespół jest potrzebny i oni chcą tego zespołu. Chcieliby zobaczyć zespół na koncercie, usłyszeć nowe propozycję. Tak się stało, zaczęliśmy grać koncerty, doszło do powrotu zespołu IRA. Później zawiązał się Fan Club "Mocni". Jego nazwa wzięła się od pierwszego singla, który był przez nas grany, po tej 7-letniej przerwie.
Podoba Ci się współczesna muzyka rockowa? Mieszanie różnych gatunków: hip hop, elektronika, a może raczej stare brzmienie.
Niczego nie wyklucza. Uważam, że wszystkie gatunki są po to, aby z nich korzystać. Kiedyś Brecht powiedział, że rzeczą artysty, jest robić rzeczy, które nie potrafi. Właśnie tak powinno być, skoro nie mam pojęcia o elektronice, to powinienem jej spróbować. Wydaję mi się, że tak jest z muzyką rockową. Ta muzyka zaczyna wykorzystywać inne środki wyrazów, które z jakiś powodów mogłyby wydawać się ortodoksyjne i obce. Wielu słuchaczy może uważać, że skoro to jest rock'n'roll, to nie powinno ich tam być. Ja uważam, że właśnie tak. Dlaczego nie? Gdyby nie wolno było muzykom rockowym się rozwijać, to rock'n'roll brzmiał by tak, jak za czasów Elvisa Preslaya i dalej byśmy się nie posunęli.
Czy jest szansa, żeby IRA zagrała na Przystanku Woodstock?
Jako zespół IRA graliśmy dwukrotnie na Woodstocku. Raz wystąpiłem ze Zbyszkiem Hołdysem jako Artur Gadowski. To tak do końca nie jest pytania do nas, ale zespół IRA jest gotów zagrać na Przystanku Woodstock choćby jutro.
Mieliście tak, że wam się już powoli nie chciało grać?
Jakby mi się nie chciało, to bym siedział w domu. Wtedy to by mnie dzisiaj tutaj nie było.
Czyli dalej czerpiesz z grania dużą przyjemność i mnóstwo energii?
Po co to robić skoro nie daje przyjemności. Nie miało by to żadnego sensu. Nie jest to łatwy kawałek chleba. Ludziom to się pewnie kojarzy z bardzo łatwym sposobem na życie. Wychodzi na tą scenę, zaśpiewa i sobie pójdzie do domu i już. To trochę inaczej wygląda...
Wielkie dzięki za wywiad!
Dzięki również.
Rozmawiał: Konrad "Darth Kion" Paszkowski